Słońce świeci za darmo. To akurat prawda. Resztę dopisano drobnym drukiem.
W reklamie wystarczy założyć panele, wymienić ogrzewanie i uśmiechnąć się na tle własnego domu. Potem zostaje już tylko oszczędzać. W rzeczywistości po drodze czekają umowa, kredyt, warunki dotacji i rachunek, który wygląda, jakby prąd podróżował do naszego gniazdka z całą delegacją.
Energia ze słońca i wiatru ma sens. Sprzedawanie jej z przemilczanym kosztem obsługi — znacznie mniej. Na konferencji transformacja przynosi korzyści wszystkim. Przy kuchennym stole trzeba już ustalić, kto konkretnie wyciągnie portfel.
Prąd potaniał. Rachunek nie dostał wiadomości
W grudniu 2025 roku URE zatwierdził taryfy sprzedaży energii na 2026 rok dla czterech sprzedawców z urzędu. Średnia cena wyniosła 495,16 zł za megawatogodzinę — bez VAT i akcyzy. To około 1 procent mniej niż cena zamrożona w 2025 roku. Dobra wiadomość. Szampan raczej z własnych oszczędności.
Tymczasem taryfy dystrybucyjne wzrosły średnio o 9,36 procent. Według wyliczenia URE gospodarstwo w grupie G11, zużywające 1800 kWh rocznie, miało płacić miesięcznie około 3 procent więcej. To przykład dla określonego zużycia, nie obietnica identycznej zmiany na każdej fakturze.
I tak prąd potaniał, ale rachunek zachował niezależność poglądów.
Poza energią płacimy za sieć, jakość dostaw, gotowość systemu do zapewnienia mocy i inne elementy tej układanki. Kable nie utrzymują się z dobrych życzeń, a stabilnych dostaw nie zapewni konferencja prasowa. Nie da się też uczciwie przypisać każdego wzrostu rachunku samym panelom i wiatrakom.
Fakturę powinno się jednak rozumieć bez studiów podyplomowych. Skoro potrafimy przesłać energię przez cały kraj, spróbujmy jeszcze dostarczyć odbiorcy zrozumiałe wyjaśnienie, za co płaci.

Słońce w pracy. Instalacja na przymusowym urlopie
Dobrze dobrana fotowoltaika potrafi obniżyć rachunki, zwłaszcza gdy dużo własnej energii zużywamy od razu. Gorzej, gdy w słoneczny dzień instalacja przestaje pracować właśnie wtedy, kiedy miała zarabiać na swoją reklamową legendę.
URE opisywał ten problem już w 2023 roku. Przy wysokim napięciu w lokalnej sieci zabezpieczenia falownika mogą ograniczać lub przerywać pracę instalacji. Dzieje się tak między innymi wtedy, gdy wiele domów jednocześnie oddaje nadwyżki, a w okolicy brakuje odpowiedniego odbioru.
Właściciel patrzy więc na bezchmurne niebo, potem na aplikację i próbuje pojąć, dlaczego jego prywatna elektrownia urządziła sobie wolne. Słońce wykonuje umowę. Reszta przedsięwzięcia ma uwagi.
Technicznie to nie bunt paneli ani złośliwość falownika. Zabezpieczenie robi to, co powinno. Kłopot tkwi w warunkach pracy instalacji i sieci. Sprzedanie kolejnych paneli jest jednak znacznie prostsze niż dopilnowanie, żeby ich produkcja miała gdzie się podziać.
Wtedy pojawia się następna propozycja: magazyn energii. Przydatne urządzenie, które może zwiększyć wykorzystanie własnego prądu. Nie jest jednak cudownym lekarstwem na każdą sieć ani prezentem do instalacji. Trzeba sprawdzić jego dobór, opłacalność i cenę.
Klient miał kupić spokój. Na razie dokupuje sprzęt do obsługi poprzedniej obietnicy.

Na giełdzie poniżej zera. W domu bez fajerwerków
14 czerwca 2026 roku przez dziewięć kolejnych godzin na Towarowej Giełdzie Energii odnotowywano ujemne ceny. URE przypomniał w związku z tym o ograniczeniach wsparcia dla części producentów OZE.
Brzmi znakomicie: prądu tyle, że ma cenę poniżej zera. Człowiek odruchowo zerka na czajnik i zastanawia się, czy właśnie znalazł dodatkowe źródło dochodu.
Niestety, ujemna cena hurtowa nie oznacza, że każdemu domowi płacą za gotowanie wody. Rachunek zależy od umowy i sposobu rozliczania, a koszty dostarczenia energii nie znikają tylko dlatego, że giełda zeszła pod kreskę.
Prąd trzeba na bieżąco bilansować. Gdy podaż przewyższa zapotrzebowanie, a możliwości magazynowania, eksportu czy ograniczenia produkcji są niewystarczające, cena może spaść poniżej zera. Samych źródeł wytwarzania nie wystarczy więc ustawić w ładnym szeregu i przeciąć wstęgi.
Potrzebne są również sprawniejsze sieci, magazyny i możliwość elastycznego zużywania energii. Tyle że magazynowanie i bilansowanie gorzej mieszczą się na wyborczym plakacie. Na tle paneli polityk wygląda jak człowiek przyszłości. Przy transformatorze — jak ktoś, kto przyszedł sprawdzić, dlaczego znowu nie działa.
Wyprodukowałeś prąd? Teraz zrób kurs z rozliczeń
W net-billingu wartość nadwyżek oddanych do sieci trafia na depozyt prosumencki. Z niego rozlicza się zakup energii czynnej. Opłaty dystrybucyjne pozostają do zapłaty osobno.
Koordynator do spraw negocjacji przy Prezesie URE opisał w sprawozdaniu za 2025 rok skargi ludzi, którzy mieli środki w depozycie, a mimo to dostawali rachunki. Zwrócił przy tym uwagę, że zasady rozliczeń wciąż są dla wielu prosumentów nieczytelne.
Z punktu widzenia systemu wszystko ma swoje przegródki. Z punktu widzenia człowieka wygląda to tak: wyprodukowałem, oddałem, mam pieniądze na koncie, ale proszę jeszcze dopłacić. Handlowiec zapewne właśnie opowiada następnemu klientowi, jakie to proste.
Sieć oczywiście nie jest darmowym akumulatorem. Problem w tym, że tę część opowieści klient powinien usłyszeć przed podpisaniem umowy. Najlepiej równie wyraźnie jak zapewnienia o oszczędnościach.
Znaczenie ma też system rozliczeń konkretnego prosumenta i data wejścia do niego. Nie wszyscy mają te same zasady ani swobodny wybór każdego wariantu. Trudno się dziwić, że po zakupie paneli człowiek dorabia sobie drugi etat: domowego analityka rynku energii.
Zużywanie własnej produkcji na miejscu może się opłacać. Pralka, zmywarka czy podgrzewanie wody pomagają wykorzystać słoneczne godziny. Tylko kiedyś pranie robiło się dlatego, że ubrania były brudne. Teraz dobrze jeszcze uzgodnić termin ze słońcem.
Czyste Powietrze. Brudna robota dla poszkodowanych
Za tabelami i regulaminami bywają historie, przy których kończą się żarty o rachunkach.
We wrześniu 2025 roku „Interwencja” Polsatu pokazała sprawę Krystyny Borek i Aleksandry Jeż z okolic Wyszkowa. Na termomodernizację ich domu przekazano wykonawcy 58 tysięcy złotych. Według reportażu prace nie ruszyły, fundusz zażądał zwrotu pieniędzy, a kobiety musiały się zapożyczyć, żeby je oddać. Do czasu publikacji materiału odzyskały od firmy 3 tysiące złotych.
W tym samym reportażu wystąpił 81-letni pan Marian z okolic Moniek. Wykonawca otrzymał 50 tysięcy złotych zaliczki, lecz zasadniczych prac nie zrealizował. Po interwencji dziennikarzy podpisano ugodę i ustalono harmonogram.
W tych historiach beneficjent miał otrzymać cieplejszy dom. Dostał za to zajęcie: telefonowanie, pisanie, dochodzenie roszczeń i tłumaczenie, dlaczego nie może rozliczyć pieniędzy, które trafiły na cudze konto.
Trudno o lepszy przepis na zniechęcenie do programu. Najpierw przekonać człowieka, że państwo pomoże mu przejść przez kosztowną inwestycję. Potem pozwolić, żeby sam przechodził przez jej skutki, z segregatorem pod pachą.

Pomoc dla tych, którym już pomogliśmy
W lutym 2026 roku Ministerstwo Klimatu i Środowiska szacowało wartość nierozliczonych zaliczek na około 285 milionów złotych. Problem mógł dotyczyć ponad 8 tysięcy rodzin. To dane o nierozliczonych zaliczkach, nie suma pieniędzy prawomocnie uznanych za wyłudzone.
Sprawa doczekała się specjalnej ustawy. Po przyjęciu projektu przez rząd w sierpniu 2026 roku prace poszły dalej: uchwalona przez Sejm ustawa trafiła 9 października do Senatu, a 12 października skierowano ją do Komisji Klimatu i Środowiska. To stan prac odnotowany na 19 października. Nie oznacza jeszcze, że ustawa obowiązuje ani że poszkodowani automatycznie odzyskali pieniądze.
Program pomocy wymaga osobnej pomocy dla części osób, które z niego skorzystały. Trudno o bardziej kosztowną recenzję jego działania.
Można oczywiście tłumaczyć procedury, odpowiedzialność stron i obowiązek rozliczania publicznych środków. Tylko człowiek z niedokończonym remontem nie ogrzeje domu poprawnym obiegiem dokumentów.
Zielone logo nie jest świadectwem moralności
W październiku 2025 roku UOKiK opublikował wyniki kontroli 34 modeli pomp ciepła wyprodukowanych poza Unią Europejską. W 32 wykryto nieprawidłowości, przede wszystkim w dokumentacji i oznakowaniu. Była to kontrola formalna, nie dowód, że 32 modele nie potrafią ogrzać domu. Nie daje też podstaw do wystawiania takiej oceny całemu rynkowi.
Dlaczego przy sprzedaży drogiego urządzenia rzetelna informacja bywa traktowana jak wyposażenie opcjonalne?
7 października 2026 roku UOKiK poinformował o karze ponad 21 milionów złotych dla spółki Nasz Prąd za 21 niedozwolonych postanowień umownych. Jedno z nich pozwalało zmienić moc pompy, a wraz z nią cenę, bez zagwarantowania klientowi prawa do rezygnacji. Inne przewidywało tysiąc złotych kary za dzień opóźnienia po stronie konsumenta, bez analogicznej sankcji dla wykonawcy. W komunikacie urząd zaznaczył, że decyzja nie jest prawomocna.
Partnerstwo wyjątkowo energooszczędne: jedna strona nie musi się nawet wysilać na wzajemność.
Nie każda firma z zielonym listkiem w logo przybyła ratować planetę. Część przybyła sprzedać produkt. Samo w sobie to nic złego. Gorzej, kiedy ekologiczna opowieść ma uśpić czujność przy umowie, której nie podpisałoby się po spokojnym przeczytaniu.
Ekologia z wymaganym wkładem własnym
Najłatwiej opowiadać o korzyściach transformacji z dobrze ocieplonego domu, mając pieniądze na instalację i zapas na nieprzewidziane wydatki. Wtedy można analizować zwrot inwestycji. Rodzina ze starego budynku, dla której awaria pieca oznacza pożyczkę, analizuje przede wszystkim, jak przetrwać zimę.
Obie słyszą podobne hasła. Jedna wybiera inwestycję. Druga szuka pieniędzy na bilet wstępu do transformacji.
Dobrze dobrana pompa ciepła, sensowna fotowoltaika i porządne ocieplenie mogą przynieść korzyści. Nie potrzebują do tego reklamowej aureoli. Potrzebują uczciwych obliczeń, kompetentnego wykonawcy i zasad, które człowiek rozumie przed wydaniem oszczędności.
Nie oczekuję darmowej przebudowy energetyki. Oczekuję odpowiedzi: ile zapłacę, za co, jakie ryzyko biorę na siebie i kto odpowie, jeżeli obietnica rozminie się z wykonaniem.
Pytanie o koszty nie jest wojną z klimatem. Człowiek nad fakturą próbuje ustalić, czy po opłaceniu prądu zostanie mu na życie. Egzamin z odpowiedzialności za planetę może poczekać, aż skończy liczyć drobne.
Słońce świeci za darmo. Cała reszta ma prawo kosztować. Ale skoro wszyscy tak chętnie wystawiają nam rachunki za przyszłość, może wreszcie zgodzą się być rozliczani z jej dostarczenia.
Źródła i dokumenty
- URE — taryfy sprzedaży i dystrybucji na 2026 rok
- URE — dlaczego fotowoltaika wyłącza się w słoneczne dni
- URE — ujemne ceny 14 czerwca 2026 roku
- Koordynator przy Prezesie URE — sprawozdanie za 2025 rok
- MKiŚ — zasady rozliczeń prosumentów
- Polsat „Interwencja”, 19.09.2025 — Ani ciepła, ani pieniędzy
- MKiŚ, 12.02.2026 — projekt pomocy poszkodowanym
- KPRM — projekt przyjęty 11.08.2026 i skierowany do Sejmu 13.08.2026
- UOKiK — kontrola pomp ciepła, 24.10.2025
- UOKiK — kara dla Nasz Prąd, 7.10.2026
- Senat RP — ustawa pomocowa dla beneficjentów Czystego Powietrza, przebieg prac (druk 871)

Nie przegap kolejnego wrzenia.
Nowe felietony prosto na Twój e-mail.
Zapisując się, zamawiasz powiadomienia o nowych felietonach Punktu Wrzenia. Potwierdź adres linkiem w wiadomości. Wypiszesz się w każdej chwili. Polityka prywatności.