Przewlekłość postępowań – czy urzędnik też powinien czekać na przelew?

W Polsce terminy mają dwa tryby pracy. Kiedy dotyczą obywatela, chodzą jak szwajcarski zegarek. Kiedy dotyczą instytucji, potrafią wejść w stan głębokiego odprężenia. Obywatel spóźnia się tydzień — musi się tłumaczyć. Urząd albo sąd potrzebuje kilku dodatkowych lat — sprawa jest skomplikowana.

Kalendarz wydawał mi się urządzeniem prostym. Dwanaście miesięcy, siedem dni tygodnia, czasem dodatkowy dzień w lutym. Państwo korzysta jednak z wersji rozszerzonej. Postępowanie można w niej rozciągnąć tak, że do wniosku wypadałoby od razu dołączyć dane spadkobiercy.

Chciałbym wiedzieć, dlaczego mój czas nabiera ogromnej wartości, gdy państwo czegoś ode mnie żąda, i tak błyskawicznie tanieje, kiedy to ja czekam na państwo.

Zapraszamy na rozprawę. Proszę dożyć

W rozmowie opublikowanej przez „Rzeczpospolitą” w marcu 2025 roku Bartosz Pilitowski, prezes Court Watch Polska, przywołał przykład z Gdańska: pierwszą rozprawę wyznaczono na 2030 rok, bo wcześniej brakowało wolnych terminów.

Rok 2030. Data pasująca do prognozy rozwoju sztucznej inteligencji. Gorzej do zaproszenia dla człowieka, który chciał po prostu rozstrzygnąć spór.

Do tego czasu zdążą zmienić się rządy, telefony i ceny mieszkań. Być może autonomiczny samochód sam zawiezie powoda do sądu, a asystent cyfrowy przypomni mu, o co właściwie się procesuje. Technologia wykona imponującą pracę, żeby człowiek dotarł na spotkanie, które powinno odbyć się znacznie wcześniej.

To przykład przytoczony w wywiadzie, nie standard wszystkich polskich sądów. Ale nie trzeba sięgać do końca dekady, żeby zobaczyć problem.

W listopadzie 2025 roku adwokat Arkadiusz Rozpędowski mówił Radiu Gdańsk o pozwie rozwodowym złożonym w październiku 2024 roku. Pierwszą rozprawę wyznaczono na 2 grudnia 2025 roku. Ponad rok przed pierwszym spotkaniem na sali.

Państwo potrafi więc podtrzymywać małżeństwo z determinacją, której od dawna nie wykazują sami małżonkowie. Polityka prorodzinna realizowana przez kalendarz.

W tym samym materiale sędziowie wskazywali na rosnącą liczbę spraw i braki kadrowe. To realne przyczyny, nie dekoracja do urzędowej wymówki. Nie da się bez końca dokładać pracy, usuwać ludzi i oczekiwać, że resztę załatwi zaangażowanie.

Tyle że rachunek za niewydolność płaci także ktoś, kto nie ustala obsady sądu ani budżetu. Przyszedł po rozstrzygnięcie. Otrzymał kilkuletnią perspektywę rozwoju cierpliwości.

Ilustracja pustej sali sądowej z aktami sprawy i kalendarzem

Dom stoi. Pewność prawa chwilowo nie

Historia z okolic Nałęczowa, opisana przez TOK FM w 2014 roku, pokazuje inną specjalność urzędowego kalendarza: powrót do sprawy, którą obywatel uważał za zakończoną.

Pan Marcin dostał pozwolenie na budowę w 2007 roku. W 2009 zamieszkał z rodziną w domu. Po latach otrzymał zawiadomienie o wszczęciu postępowania w sprawie nieważności pozwolenia. W tle były problemy z dawnymi planami zagospodarowania.

Człowiek zdążył urządzić pokoje, przyzwyczaić się do sąsiadów i uznać dokument za dokument. Administracja miała jeszcze pytania.

Najlepsze przyszło później. Dziennikarze ustalili, że akurat jego dom stał na terenie objętym prawidłowymi planami. Pismo nie powinno do niego trafić. Rzecznik wojewody zapowiedział umorzenie postępowania.

Nie była to więc historia ostatecznie unieważnionego pozwolenia pana Marcina. Była to historia człowieka, któremu państwo omyłkowo dostarczyło cudzy problem. Przesyłka bezpłatna, koszt stresu we własnym zakresie.

Nie każdy błąd urzędu jest przewlekłością w rozumieniu prawa. Ten przypadek pokazuje coś pokrewnego: jak długo obywatel może ponosić skutki bałaganu, którego sam nie stworzył.

Instytucja wyjaśni, że procedura służy naprawieniu nieprawidłowości. Właściciel domu chciałby jeszcze wiedzieć, dlaczego w ramach naprawy trzeba najpierw porządnie wystraszyć jego rodzinę.

Ilustracja biurka urzędowego ze stertą akt, dokumentami i kalendarzem

Do wniosku proszę dołączyć kamerę

W październiku 2025 roku „Interwencja” Polsatu pokazała historię 80-letniego pana Józefa z Baranowa na Mazurach. Po udarach wymagał codziennej pomocy. Rodzina potrzebowała pieniędzy między innymi na opiekę i rehabilitację.

Według reportażu dokumenty do wojewódzkiego zespołu orzekającego złożono we wrześniu 2024 roku. Ponad rok później nadal czekano. Chodziło o etap prowadzący do ustalenia poziomu potrzeby wsparcia. Dopiero ostateczna decyzja WZON pozwala wystąpić do ZUS o świadczenie wspierające. Samo wyznaczenie komisji nie oznacza przyznania pieniędzy.

Kiedy sprawą zajęli się reporterzy, pojawiła się zapowiedź wysłania terminu komisji. Rzecznik wojewody potwierdził, że po pytaniach o konkretny przypadek nadrabianie zaległości nabrało tempa.

Ruch w dokumentach, na który rodzina czekała miesiącami, nastąpił podczas realizacji reportażu.

Może w formularzu brakuje po prostu jednej rubryki: „Czy przyjechała już telewizja?”. Zaznaczenie „tak” uruchamiałoby tryb, który powinien działać od początku.

Przy tej historii żart szybko się kończy. Choroba nie respektuje kolejki. Rehabilitacja nie staje się mniej potrzebna dlatego, że segregator nie dotarł jeszcze na właściwe biurko.

Ilustracja starszej pary przeglądającej dokumenty w oczekiwaniu na decyzję urzędową
Ilustracja wygenerowana — nie przedstawia bohaterów reportażu.

Sprawa w toku. Życie też, niestety

Bank nie wstrzymuje raty na czas rozpatrywania wniosku. Firma nie przestaje ponosić kosztów. Osoba wymagająca opieki nie może przełożyć swoich potrzeb na termin dogodny dla komisji.

Obywatel ma środki prawne: w postępowaniu administracyjnym ponaglenie, w określonych sytuacjach skargę do sądu administracyjnego. Przewlekłość postępowania sądowego podlega odrębnej procedurze skargowej. To różne drogi, z własnymi warunkami.

Dobrze, że istnieją. Gorzej, że człowiek musi czasem uruchomić drugie postępowanie, żeby pierwsze przypomniało sobie o celu swojego istnienia.

Wyobraźmy sobie warsztat, który trzyma samochód przez rok. Pytam, kiedy odbiorę auto, a mechanik wręcza mi formularz ponaglenia. Obok stoi specjalista od ponagleń, przeciążony, bo warsztat odniósł sukces w ich produkowaniu.

Taki zakład w końcu straci klientów. Obywatel zwykle nie może przenieść swojej sprawy do konkurencyjnego urzędu za rogiem. Państwo ma monopol, więc nie musi nawet udawać, że zależy mu na mojej kolejnej wizycie.

Wyroków na akord nie zamawiałem

Nie proponuję zabierania pensji każdemu pracownikowi, którego sprawa się opóźniła. Ktoś może mieć na biurku cudze zaległości, niemożliwą liczbę akt i przepisy wymagające doktoratu z czytania zawiłych zdań.

Nie chcę również wyroków na akord. Sąd rozliczany wyłącznie z liczby zamkniętych spraw mógłby szybko wyrobić normę, a potem przez lata produkować materiał dla instancji odwoławczej.

Pomiędzy starannością a bezradnym wzruszeniem ramion istnieje jednak organizacja pracy. Można ustalić, gdzie sprawy stoją, dlaczego stoją i kto odpowiada za usunięcie zatoru. Można zapewnić obsadę, poprawić obieg dokumentów, ograniczyć zbędne czynności. Można sprawdzić, czy zapowiedziana naprawa rzeczywiście skróciła czekanie.

Odpowiedzialność powinna trafiać tam, gdzie są decyzje i narzędzia. Do kierownictwa, organizatorów systemu, ustawodawcy; także do konkretnego pracownika, jeśli rzeczywiście zawinił. Nie może kończyć się na anonimowym stwierdzeniu, że „występują trudności”.

Trudności występują. Konsekwencje mają już imiona, nazwiska i adresy.

Przelew ma osobny kalendarz

Kolejna konferencja o cyfryzacji niewiele pomoże, jeśli obywatel dostanie jedynie wygodniejszy podgląd własnego oczekiwania. Dziewięć miesięcy statusu „w toku”, dostępnego również na telefonie, to nie jest dziewięć miesięcy postępu.

Państwo potrafi pilnować dat, gdy czeka na podatek, odpowiedź czy odwołanie. Chciałbym podobnej uwagi dla człowieka czekającego na decyzję. Nie każdą sprawę da się załatwić od ręki. Każdą można jednak traktować tak, jakby po drugiej stronie ktoś naprawdę żył.

A pytanie o pensję z tytułu? To test wyobraźni.

Proszę sobie wyobrazić, że w dniu wypłaty przychodzi komunikat: „Wynagrodzenie pozostaje w toku. Sprawa jest skomplikowana. O nowym terminie poinformujemy osobnym pismem”.

Ciekawe, jak szybko udałoby się wtedy wyjaśnić, że pieniądze są potrzebne teraz.

Źródła

Zostań na dłużej

Nie przegap kolejnego wrzenia.

Nowe felietony prosto na Twój e-mail.

Zapisując się, zamawiasz powiadomienia o nowych felietonach Punktu Wrzenia. Potwierdź adres linkiem w wiadomości. Wypiszesz się w każdej chwili. Polityka prywatności.

Dodaj komentarz

Komentarze są dostępne dla zalogowanych czytelników. Załóż bezpłatne konto, aby dołączyć do rozmowy.

Komentarze publikujemy po zatwierdzeniu przez redakcję.

Przewijanie do góry