Algorytm wie lepiej. Człowiek ma tylko kliknąć

Algorytm wie, czego chcę. Ja dowiaduję się chwilę później, kiedy kliknę.

Tak przynajmniej wygląda obietnica. Film dobrany do gustu, muzyka do nastroju, wiadomości do zainteresowań. Wszystko dla mnie. Z czasem zaczynam tylko podejrzewać, że w tej serdecznej relacji ktoś pomylił troskę o mój gust z troską o czas, który spędzę przed ekranem.

Nie żyliśmy wcześniej w raju samodzielnych wyborów. Gazety miały redaktorów, radio układało playlisty, telewizja ramówki. Ktoś zawsze decydował, co znajdzie się na pierwszym planie. Dzisiaj selekcja jest szybsza, bardziej osobista i znacznie trudniejsza do obejrzenia od kuchni.

Redaktor przynajmniej czasem podpisywał się nazwiskiem. Algorytm przedstawia się uprzejmym „Dla ciebie”.

Kelner już zamówił

Wyobraźmy sobie restaurację, w której kelner nie przynosi karty. Obserwuje, na co patrzymy, ile czasu spędzamy nad talerzem i kiedy marszczymy brwi. Potem bez pytania donosi następne danie.

— Nie lubię tego.

— Ale poświęcił pan temu dużo uwagi.

— Bo znalazłem w zupie śrubę.

— Doskonale. Mam jeszcze trzy podobne zupy.

Rekomendacje potrafią odkrywać świetne rzeczy. Trafiamy na muzykę, której sami byśmy nie znaleźli, albo autora spoza własnej bańki. Nie każda platforma mierzy to samo i nie każdy system sprowadza się do pogoni za kliknięciem. Tyle że czas spędzony przy treści jest wygodnym wskaźnikiem. Jakość tego czasu — już mniej.

Zachwyt, złość i niedowierzanie mogą wyglądać w statystyce podejrzanie podobnie. Wszystkie zatrzymują kciuk.

Nie interesuje mnie. Dziękujemy za zainteresowanie

W 2021 roku Mozilla opublikowała wyniki projektu badającego niechciane treści na YouTubie. Wśród filmów zgłoszonych przez uczestników jako takie, których obejrzenia żałowali, 71 procent pochodziło z rekomendacji.

To nie jest informacja, że 71 procent wszystkich polecanych filmów szkodzi widzom. Badano zgłoszenia ochotników, a nie reprezentatywną próbkę całego YouTube’a. Liczba mówi o konkretnym zbiorze rozczarowań, choć i ten zbiór platforma w dużej mierze pomagała kompletować.

Rok później Mozilla przyjrzała się przyciskom sterującym rekomendacjami. W projekcie uczestniczyło ponad 22 tysiące ochotników. Narzędzia w rodzaju „Nie interesuje mnie” wpływały na podpowiedzi, lecz według badaczy zbyt słabo ograniczały powracanie niechcianych materiałów.

Czyli przycisk działał. Tylko niekoniecznie w skali, jakiej człowiek oczekuje od słowa „nie”.

To znajomy model obsługi klienta: wysłuchaliśmy pana opinii i z przyjemnością zaproponujemy coś podobnego do tego, czego pan nie chciał.

Kobieta przegląda telefon otoczona licznymi propozycjami filmów i treści rekomendowanych przez algorytm

Jeszcze jeden film. Potem życie

Najbardziej skuteczne udogodnienia nie wyglądają groźnie. Następny film uruchamia się sam. Lista nie ma końca. Powiadomienie przypomina, że coś się wydarzyło, choć pięć minut temu świat najwyraźniej nie potrzebował mojej obecności.

Żadne z tych rozwiązań osobno nie musi być problemem. Razem potrafią jednak usunąć moment, w którym człowiek mógłby zapytać: czy ja nadal chcę to robić?

Dawniej program się kończył. Dzisiaj kończy się bateria.

W lutym 2026 roku Komisja Europejska wstępnie uznała, że uzależniająca konstrukcja TikToka narusza wymogi aktu o usługach cyfrowych. Wskazała między innymi nieskończone przewijanie, automatyczne odtwarzanie i system rekomendacji. Były to wstępne ustalenia postępowania, nie prawomocny wyrok ani ostateczne rozstrzygnięcie wszystkich zarzutów.

Nawet bez dopisywania finału sprawy trudno udawać, że chodzi wyłącznie o brak silnej woli użytkowników. Po jednej stronie siedzi człowiek, który miał sprawdzić jeden film. Po drugiej — starannie projektowana usługa, która bardzo sprawnie podsuwa drugi.

Potem jeszcze pyta, czy dobrze się bawimy. Zwykle wtedy, gdy jesteśmy zbyt zajęci przewijaniem, żeby odpowiedzieć.

Kobieta wieczorem przewija telefon na kanapie, pochłonięta niekończącym się strumieniem materiałów

Poglądy między reklamami

Badanie opublikowane w „Nature” w 2026 roku pokazało, że sposób układania treści na X może wpływać także na postawy polityczne. Eksperyment przeprowadzono w 2023 roku wśród około 5 tysięcy amerykańskich użytkowników, przez siedem tygodni.

Przejście z porządku chronologicznego na algorytmiczny przesuwało część mierzonych postaw i priorytetów w stronę bardziej konserwatywną. Nie oznacza to, że każdy użytkownik zmienił poglądy ani że platforma potrafi dowolnie zaprogramować wynik wyborów. To wynik konkretnego eksperymentu, w konkretnym kraju i czasie.

Ale wystarczy, żeby ostrożniej traktować opowieść o neutralnym podawaniu tego, co ludzie sami chcą zobaczyć. Kolejność dań potrafi zmienić apetyt.

Są też wyniki studzące łatwe tezy. W badaniu opublikowanym w „Science” w 2023 roku przejście na chronologiczną kolejność treści na Facebooku i Instagramie ograniczyło korzystanie z tych platform, lecz przez trzy miesiące eksperymentu nie wykazano istotnych zmian w badanych miarach polaryzacji i innych ważnych postawach politycznych.

Nie ma więc podstaw, żeby każdą różnicę zdań w rodzinie przypisywać jednemu suwakowi. Nie ma też podstaw, żeby ogłaszać algorytmy niewinnymi na zawsze.

Badania opisują różne platformy, okresy i interwencje. Życie nie zamierza ułatwiać nam pisania nagłówków.

Profil zna mnie głównie z profilu

Najdziwniejszy moment przychodzi wtedy, gdy rekomendacje zaczynają powtarzać nam samych siebie. Obejrzałem jeden film o naprawie kranu. Teraz platforma rozważa dla mnie karierę w hydraulice. Z ciekawości sprawdziłem cudzą awanturę. System uznał, że odkryłem zainteresowania społeczne.

Nie musi mnie rozumieć. Wystarczy, że przewidzi, przy czym zostanę.

A ja po kilkunastu podobnych materiałach mogę odnieść wrażenie, że wszyscy mówią o tym samym. Wszyscy, czyli zestaw treści dobrany według historii mojego zachowania. Prywatna poczekalnia ubrana w strój opinii publicznej.

Człowiek myśli: taki jest świat. Tymczasem świat dostał filtr dopasowany do jego poprzedniego wtorku.

Czy można poprosić o kartę?

Unijny akt o usługach cyfrowych wymaga od bardzo dużych platform i wyszukiwarek oferujących systemy rekomendacji przynajmniej jednej opcji, która nie opiera się na profilowaniu. To nie oznacza, że każda usługa musi wszędzie wyświetlać treści chronologicznie. Oznacza jednak, że osobista teczka użytkownika nie powinna być jedynym biletem do korzystania z rekomendacji.

Brzmi jak niewielkie żądanie: chciałbym czasem zobaczyć coś, czego nie wyliczono z mojego poprzedniego zawahania.

Można też wejść bezpośrednio na wybraną stronę, zajrzeć do konkretnych autorów, posłuchać całej płyty. Nie z obowiązku prowadzenia wojny z technologią. Z przyjemności wykonania wyboru, którego nikt nie podsunął pod sam palec.

Nie chcę kasować wszystkich rekomendacji. Chcę, żeby dało się je rozpoznać jako propozycję. Żeby „nie interesuje mnie” nie wymagało wielomiesięcznych negocjacji. I żeby system nie traktował każdej chwili mojej słabości jak zamówienia na następny sezon.

Algorytm może podpowiadać. Niech tylko od czasu do czasu odda kartę.

Naprawdę umiem zamówić coś sam.

Źródła i dokumenty

  1. Mozilla Foundation — YouTube Regrets Findings (2021)
  2. Mozilla Foundation — Does This Button Work? (2022)
  3. Komisja Europejska — wstępne ustalenia dotyczące TikToka (2026)
  4. Nature — The political effects of X’s feed algorithm (2026)
  5. Science / Stanford — eksperyment z kolejnością treści (2023)
  6. Unijny akt o usługach cyfrowych — art. 38
  7. Uniwersytet w St. Gallen — omówienie eksperymentu na X przez instytucję współautora
Zostań na dłużej

Nie przegap kolejnego wrzenia.

Nowe felietony prosto na Twój e-mail.

Zapisując się, zamawiasz powiadomienia o nowych felietonach Punktu Wrzenia. Potwierdź adres linkiem w wiadomości. Wypiszesz się w każdej chwili. Polityka prywatności.

Dodaj komentarz

Komentarze są dostępne dla zalogowanych czytelników. Załóż bezpłatne konto, aby dołączyć do rozmowy.

Komentarze publikujemy po zatwierdzeniu przez redakcję.

Przewijanie do góry